Już 12 lutego 2026 r. TSUE wyda orzeczenie w sprawie C-471/24 dotyczącej klauzul zmiennego oprocentowania opartych na wskaźniku WIBOR. Wyrok może dopuścić krajowe sądy do kontroli takich zapisów w umowach kredytów złotowych. Banki próbują już dziś ograniczyć potencjalne roszczenia klientów, budując narrację, że złotówkowicze nie mają podstaw do sądowych dochodzeń. Pojawiają się spory o interpretację faktów i rolę prawników w kształtowaniu rynku WIBOR, a realne skutki wyroku dla kredytobiorców dopiero się ujawnią.
Spór o WIBOR w mediach – bankowy prawnik kontra pełnomocniczka kredytobiorców
12 lutego 2026 r. TSUE wyda wyrok w sprawie C-471/24, który odpowie na pytanie, czy polskie sądy mogą badać klauzule zmiennego oprocentowania powiązane z WIBOR pod kątem abuzywności. Rzeczniczka Generalna TSUE w opinii z 11 września 2025 r. wskazała, że kontrola klauzul przez sądy krajowe jest możliwa. Nie dotyczy to jednak samego wskaźnika i sposobu jego ustalania – WIBOR podlega unijnym regulacjom BMR i nie mieści się w kompetencjach krajowych sądów.
Sytuacja komplikuje się w zależności od daty zawarcia umowy. Spory dotyczące kredytów po 1 stycznia 2018 r., czyli po wejściu w życie rozporządzenia BMR, mogą wyglądać inaczej niż te sprzed tej daty, kiedy WIBOR był publikowany przez prywatne Stowarzyszenie ACI Polska. We wrześniu 2025 r. do Luksemburga trafiły kolejne pytania prejudycjalne dotyczące starych umów, co zwiększa presję na sektor bankowy.
Konflikt przenosi się także do przestrzeni medialnej. Banki próbują budować własną narrację o rzekomej słabości roszczeń kredytobiorców, podczas gdy pełnomocnicy klientów podkreślają możliwość kontroli klauzul przez sądy i potencjalne korzystne rozstrzygnięcia. Wyrok TSUE będzie testem dla obu stron i wskaże granice ingerencji krajowych sądów w umowy złotówkowe.
Kredytobiorcy WIBOR – prawomocne zabezpieczenia wstrzymują egzekucję rat
W sprawie C-586/25 sąd zadał TSUE pytania prejudycjalne dotyczące klauzul WIBOR. Kredytobiorcy uzyskali prawomocne zabezpieczenie wstrzymujące egzekucję wobec banku. Oznacza to, że postępowanie egzekucyjne nie może być prowadzone, dopóki sprawa nie zostanie rozstrzygnięta.
Zabezpieczenie nie przesądza jeszcze o wadliwości klauzuli WIBOR ani o uwzględnieniu roszczeń. Bank nadal domaga się oddalenia powództwa. Rezygnacja z zażalenia wynika z faktu, że postanowienie dotyczy tylko zawieszenia egzekucji, a nie wstrzymania płatności rat. W innym przypadku, na początku 2026 r., sąd przyznał prawomocne zabezpieczenie wstrzymujące spłatę rat kredytu na czas procesu. Sąd w pełni podzielił argumenty kredytobiorców, choć odstąpił od szczegółowego uzasadnienia.
W praktyce oznacza to, że kredytobiorcy mogą już na wczesnym etapie postępowania zabezpieczyć swoje interesy. Zabezpieczenie daje ochronę finansową w toku procesu, choć nie przesądza jeszcze o rozstrzygnięciu samej umowy.
Statystyki WIBOR pod lupą – liczby, które zmieniają się w zależności od źródła
W dyskusjach o kredytach złotowych powiązanych z WIBOR, często powołuje się statystyki, które mają pokazać przewagę banków. Jednym z przykładów są dane publikowane w mediach branżowych w ostatnich miesiącach 2025 i 2026 r. Według jednej z prezentacji, w sądach miało toczyć się ponad 2000 spraw WIBOR, z czego ponad 130 prawomocnych rzekomo korzystnych dla banków. Podawano też, że ponad 97 proc. wniosków o zabezpieczenie jest oddalanych, a prawomocne zabezpieczenia to „absolutny wyjątek”.
Jednak zestawienie z innymi źródłami pokazuje znaczną rozbieżność. Artykuł z listopada 2025 r. wskazuje, że tylko od stycznia do września wpłynęło 3149 spraw, a od początku 2024 r. do końca września 2025 r. zarejestrowano 5090 spraw WIBOR. Po odjęciu kilkuset zakończonych przypadków wciąż pozostaje około 5000 toczących się postępowań. Wniosek jest prosty – statystyki przedstawiane w niektórych publikacjach znacząco zaniżają liczbę spraw w toku. Dodatkowo zmieniają się same dane dotyczące prawomocnych wyroków i liczby postępowań w kolejnych publikacjach, co rodzi pytania o rzetelność przekazu.
W praktyce oznacza to, że obraz rynku „WIBOR-owego” może być prezentowany w sposób korzystny dla banków, ale nie oddaje faktycznej skali toczących się sporów. Czytelnik powinien patrzeć na liczby krytycznie i weryfikować je w kontekście różnych źródeł.
Prawomocne wyroki kredytobiorców w sprawach WIBOR istnieją
Często słyszymy twierdzenia, że kredytobiorcy złotówkowi nie wygrali prawomocnie żadnej sprawy dotyczącej WIBOR. Takie dane podają banki i organizacje branżowe. Tymczasem to nieprawda. Przykładem jest wyrok z 14 marca 2025 r. Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy decyzję Sądu Rejonowego, unieważniając umowę leasingową opartą o WIBOR 1M. Sprawa dotyczyła firmy Siemens Finance (II instancja XXIII Ga 763/24). Bank próbował apelować, ale sąd oddalił apelację.
Warto wyjaśnić, że sąd nie kwestionował samego wskaźnika WIBOR ani sposobu jego ustalania. Umowa została unieważniona z powodu niedopełnienia przez bank obowiązków informacyjnych wobec konsumenta. To właśnie na takich argumentach kredytobiorcy opierają swoje wnioski w innych toczących się sprawach.
Sprawa C-471/24, której wyrok TSUE zapadnie już niedługo, nie dotyczy samej stawki WIBOR. Chodzi o możliwość badania przez krajowe sądy klauzul zmiennego oprocentowania pod kątem abuzywności w sytuacji naruszenia obowiązków informacyjnych. Jeśli Trybunał dopuści taką kontrolę, podobne wyroki jak w sprawie XXIII Ga 763/24 mogą stać się częstsze. Wniosek jest jasny – prawomocne rozstrzygnięcia korzystne dla kredytobiorców już istnieją, a nadchodzący wyrok TSUE może znacząco zwiększyć ich liczbę.
WIBOR w sądach – dlaczego banki nie mają racji w swoich argumentach
Statystyki banków sugerują, że kredytobiorcy złotówkowi nie mają szans w sprawach o WIBOR. Liczby mogą robić wrażenie, ale w szerszym kontekście nie oddają rzeczywistości.
Po pierwsze, linia orzecznicza kształtuje się powoli. Przykład frankowiczów jest tu wymowny. Pierwsze masowe protesty przeciw klauzulom przeliczeniowym pojawiły się w 2015 r., pierwszy wyrok TSUE zapadł w 2019 r., a dopiero w 2023 r. sędziowie unijni zdecydowali o zasadach zwrotu kapitału i braku wynagrodzenia dla banków. W początkowych latach kredytobiorcy przegrywali większość sporów, dziś wygrywają około 97 proc. postępowań.
Po drugie, pierwsze nieprawomocne wyroki w sprawach WIBOR pokazują, że pozwy kredytobiorców mają solidną podstawę. To nie marketingowa wydmuszka. Sędziowie kierują pytania prejudycjalne do TSUE, co potwierdza, że problem prawny jest realny i wymaga unijnej interpretacji.
Po trzecie, istota sporu nie leży w samej legalności WIBOR. Chodzi o to, w jaki sposób banki informowały klientów o ryzyku związanym z tym wskaźnikiem. Pomijanie tego faktu w przekazach medialnych ma tworzyć wrażenie, że kredytobiorca przegrywa z automatu. W rzeczywistości odpowiedzialność banków za rzetelne informowanie klientów jest osią wszystkich spraw o WIBOR. Liczby i argumenty banków nie oddają pełnego obrazu, a sama legalność WIBOR nie przesądza o wyniku sprawy kredytobiorcy w sądzie.
Skąd bierze się fala pozwów WIBOR? To nie kancelarie decydują
W mediach branżowych pojawia się narracja, że kancelarie prawne napędzają pozwy przeciwko kredytom złotowym. Według niektórych ekspertów to one mają być „motorem” do składania pozwów o WIBOR. Podobne twierdzenia sugerują, że kancelarie chcą generować nowe sprawy, bo skończyły się możliwości w sprawach frankowych. Krytycy mówią też o „instrumentalnym traktowaniu” konsumentów.
W praktyce jednak motywacje kancelarii nie mają znaczenia dla oceny abuzywności klauzul. Sąd bada umowę i procedury informacyjne, a nie to, kto na sprawie zarabia. Gdyby banki prowadziły nienaganne procedury i stosowały jasne zapisy, nie byłoby fal pozwów – klienci nie mieliby podstaw do roszczeń.
Rzeczywista przyczyna popytu na pozwy to gwałtowny wzrost WIBOR. W mniej niż rok wskaźnik wzrósł z około 0,2 proc. do 7 proc., co oznaczało drastyczne podwyżki rat kredytowych. To samo zjawisko obserwowaliśmy w przypadku kredytów frankowych. W 2015 r. nagły skok kursu CHF spowodował, że miesięczne raty i saldo zadłużenia wzrosły, a kredytobiorcy zaczęli pozywać banki, domagając się przewalutowania i ochrony przed abuzywnymi zapisami.
Fala pozwów WIBOR nie wynika więc z „animowania rynku” przez kancelarie, lecz z realnego problemu finansowego. Kredytobiorcy reagują na ryzyko, które materializuje się w ich portfelach. Jak pokazała historia franków, sądy potrafią przyznać rację klientom – teraz czas pokaże, czy złotówkowicze otrzymają podobną ochronę.
Realna przejrzystość kontra formalne obowiązki banków
Banki często podkreślają, że działały zgodnie z ustawami i rekomendacjami KNF. Przekazywały klientom symulacje zmian rat w przypadku wzrostu WIBOR, dostosowywały procedury, spełniały formalne obowiązki informacyjne. Z tej perspektywy wydaje się, że wszystko było w porządku.
Tylko czy to wystarczy, by mówić o faktycznej przejrzystości umowy? Unijne orzecznictwo pokazuje, że niekoniecznie. TSUE wielokrotnie wskazywał, że formularz informacyjny nie chroni banku, jeśli konsument nie zrozumiał ekonomicznych konsekwencji podpisywanej umowy. Rekomendacje KNF mają charakter soft law – nie zwalniają sądu z badania, czy klient podjął decyzję świadomie i z pełną wiedzą o ryzyku.
Podobna sytuacja miała miejsce przy kredytach frankowych. Banki powoływały się na oświadczenia klientów, które miały potwierdzać ich pełną świadomość ryzyka. Sąd uznał je jednak za dokumenty blankietowe, niewystarczające do wyłączenia ochrony konsumenta.
Tak samo może być w przypadku kredytów złotowych opartych o WIBOR. Nawet jeśli bank pokazał symulację wzrostu rat do 15 proc., nie oznacza to automatycznie, że konsument rozumiał, kiedy i dlaczego oprocentowanie może tak wzrosnąć.
Formalne wypełnienie obowiązków nie zawsze idzie w parze z realną informacją. Ostatecznie to sądy ocenią, czy klienci byli odpowiednio poinformowani i czy decyzje o podpisaniu umowy były świadome. Banki nie mogą liczyć wyłącznie na zgodność z krajowymi przepisami czy rekomendacjami KNF, jeśli rzeczywista przejrzystość nie została zapewniona.
NIeustający spór w narracji wokół WIBOR-u – prawnicy kontra marketing banków
W mediach i branżowych portalach trwa głośna wymiana zdań między pełnomocnikami kredytobiorców a bankami. Obie strony starają się narzucić własną wersję wydarzeń opinii publicznej. Coraz częściej używane argumenty wychodzą poza ramy prawa i oceniają wizerunek stron zamiast meritum sporu.
Banki kierują swój przekaz głównie do konsumentów. Wiedzą, że przeciętny kredytobiorca nie będzie analizował zapisów ustawy o kredycie hipotecznym czy rekomendacji KNF. Bardziej interesuje go, czy kancelaria prowadząca sprawę jest rzetelna i faktycznie dba o jego interes.
Problem dla banków jest poważny. Nie udało im się przekonać klientów, że WIBOR, oparty na danych hipotetycznych sektora finansowego, jest obiektywnym wskaźnikiem rynku. Nie potrafią też wytłumaczyć przejrzystości klauzul zmiennego oprocentowania – umowy są zbyt skomplikowane, by przeciętny kredytobiorca mógł je w pełni zrozumieć.
Skoro nie da się wzbudzić zaufania klientów, banki próbują podważać wiarygodność kancelarii prowadzących sprawy „wiborowe”. Chcą w ten sposób osłabić presję procesową ze strony konsumentów. Skuteczność tej strategii jednak zależy od wyroków TSUE i przyszłej linii orzeczniczej krajowych sądów.
Jeśli Trybunał potwierdzi argumenty kancelarii, a polskie sądy pójdą tym tropem, cała kampania wizerunkowa banków okaże się nieskuteczna. Podobnie jak wcześniejsze próby sterowania opinią publiczną w sprawach frankowych, marketingowa ofensywa sektora nie zastąpi decyzji sądów.